Mikołaj: Audrey?
Doris: Doris...
Mikołaj: Słucham?
Doris: Nieważne...
Mikołaj: Wiesz co? Ja znałem kiedyś faceta, który też miał durne marzenie. No nie wiem czy żałosne i patetyczne, ale marzenie na pewno, nieważne. W każdym razie ten gość wchodzi kiedyś do kawiarni i widzi dziewczynę, która podaje tam kawę. Zakochuje się. Absolutnie od pierwszego wejrzenia. Facet przychodzi do tej kawiarni dzień w dzień, żeby ją zobaczyć. Ale nic nie mówi, tylko w głowie obmyśla sobie, co by ewentualnie jej powiedział, ale zawsze tchórzył. Tak mija rok. Pewnego dnia facet budzi się, samochód nie chce mu odpalić, sąsiad zalewa mu mieszkanie i wyrzucają go z roboty. W kieszeni ma 20 złotych. Podejmuje decyzję. Idzie do kawiarni i kładzie banknot na ladzie i mówi: „Dzisiaj jest najgorszy dzień w moim życiu - wylali mnie z roboty, sąsiad zalał mi mieszkanie, samochód nie chce odpalić, jestem w tobie szaleńczo zakochany, podwójne espresso bez mleka poproszę”. Dziewczyna - absolutnie rewelacyjna kobieta - odwraca się i mówi: „Bardzo mi pan schlebia, ale po pierwsze - przeskoczył pan kolejkę, a po drugie - przed panem stoi mój mąż”. Mąż odwraca się i wali faceta prosto w twarz, pięścią, z całej siły. Facet pada, leży załamany, bez życia, ze złamanym sercem, chce mu się wyć, a w dodatku zza pleców słyszy śmiech. Odwraca się... i widzi... najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widział, która śmieje się tak, że on natychmiast zaczyna się śmiać razem z nią. Ona przedstawia mu się i mówi „Przepraszam Cię, ale zanim Cię poznałam, myślałam, że to ja mam najgorszy dzień w życiu. Może masz ochotę na kawę?”. Miał. Wypili kawę... i zakochali się, pobrali i żyli...
Doris: Długo i szczęśliwie...?
Mikołaj: No, coś w tym stylu. Suma sumarum, nigdy nie wiesz, kiedy miłość przyjdzie. Oczywiście, nie można o niej za dużo myśleć, bo wtedy właśnie nie przyjdzie, ale… ale w końcu to się stanie i wtedy stanie się jasne, że warto było marzyć. I czekać.
— Listy do M. ♥